I znów gorący Kamerun. Tym razem już po raz trzeci. Pora deszczowa- pora burz tropikalnych. Spóźniła się niemal o miesiąc, za to nadeszła z przytupem. Już podczas lądowania w Yaounde o drugiej w nocy niebo rozświetlają fajerwerki- tropikalna burza nad Miastem Siedmiu Wzgórz. Nad ranem powtórka, później szybkie pakowanie samochodu terenowego i w drogę. Drogę zupełnie inną niż u nas- częste wypadki, przeładowane do granic możliwości ciężarówki, punkty kontrolne gdzie trzeba uzbroić się w cierpliwość (oraz często gotówkę) i dziury jak kratery na księżycu. Tu nie podróżuje się nocą, trzeba dojechać przed zmierzchem. Za oknami zmienia się stale krajobraz- od górzystego po krainę dżungli ciągnącą się po Dimako. Abong Mbang leży gdzieś w jej środku.
Miasto w środku dżungli ma kilkanaście tysięcy mieszkańców i powstaje w nim szpital jakiego nie zna Afryka Środkowa. To dzieło Siostry Nazariuszy i jej niebywałej energii i woli. Widziałem szpitale w Gambii, Senegalu, Kamerunie i na Madagaskarze. Czegoś takiego często trudno się spodziewać w Europie a co dopiero tutaj. Nowoczesne budynki, sale operacyjne, szpitalny oddział ratunkowy, poradnie. Sale wykładowe, podjazd dla karetek, rezerwuar wody, w planach lądowisko dla śmigłowca. Obecnie w fazie wykończenia i uzbrajania w pozyskany sprzęt medyczny. W pełni wyposażona karetka Mercedesa. Wszystko zaplanowane w oparciu o solidną logistykę i w standardzie krajów wysokorozwiniętych. Dom wolontariusza i mieszkania dla lekarzy z łazienkami i dostępem do internetu. Jest nawet rzutnik LCD na potrzeby szkolenia miejscowego personelu medycznego- można do woli przecierać oczy ze zdumienia. Tylko temperatura i wilgotność przypominają gdzie jesteśmy. I burze- u nas takich nie ma. Niebo płonie a ziemia się trzęsie- jak tylko się uspokoi można iść zbierać owoce mango i cytrusy, które postrącał wiatr.
To misja inna niż nasze wszystkie dotąd. Nasza praca na misjach to była diagnostyka słuchu, dobór i dopasowanie u dzieci- praca na pełnych obrotach od świtu do zmierzchu. Bardzo skuteczna „medycyna na wyjeździe”. Uśmiech dzieci, które często pierwszy raz usłyszały otaczający świat. Tym razem do Kamerunu przyjechał sprzęt diagnostyczny- audiometry, otoskopy. Tym razem chcieliśmy by choć trochę miejscowe ośrodki stanęły na własnych nogach jeśli chodzi o badania słuchu. Mamy ideę by wspomóc dwa ośrodki- przychodnię w Abong Mbang i ośrodek dla dzieci niedosłyszących w Bertoua we wschodnim Kamerunie, w pobliżu granicy z Republiką Centralnej Afryki. W tym drugim miejscu pracowaliśmy już dwukrotnie badając i zaopatrując w aparaty słuchowe kilkaset dzieci, również tych najmniejszych. Plan napięty, do przeszkolenia siedem osób lokalnego personelu medycznego- pięć z poradni i dwie terapeutki dzieci niedosłyszących z ośrodka. Uparliśmy się przy dużej liczbie osób do przeszkolenia by zapewnić wymienność a co za tym idzie płynność obsługi chorych. To dwa ośrodki medyczne na kilkaset kilometrów Kamerunu, obsługują pacjentów nieraz z bardzo daleka. Szkolenie teoretyczne w przekładzie język polski- francuski co samo w sobie nie jest łatwym zadaniem. Do tego elementy audiologii, anatomii, akustyki słuchu i biofizyki. Tak by tłumaczenie było wierne i zrozumiale. Liczne przykłady kliniczne, prosty język na ile to możliwe. Dopiero potem praca ze sprzętem diagnostycznym, nauka jak bezpiecznie dla pacjenta dokonać kontroli otoskopowej ucha, jak badać i przede wszystkim jak zapewnić odpowiednią higienę pracy. Z tym ostatnim najgorzej- pomaga nieustająca kontrola na każdym kroku.
Kolejny dzień to próba ogniowa- czyli od razu na pierwszą linię frontu. Od rana w poczekalni poradni aż ciemno od tłumu pacjentów, tych małych i tych dużych. Kursanci w ogromnym stresie, na początku trzeba prowadzić krok po kroku i pomagać, ale tu nie ma miejsca na skróty. Stopniowo nabierają wiary we własne- co tu ukrywać- zupełnie nowe umiejętności. Ale interakcja z pacjentami, czasem bardzo wiekowymi, czasem z dużymi problemami w komunikacji to naprawdę wyzwanie. Prawdziwy poligon dopiero się zacznie- dzieci też czekają na wizytę. Trzeba przyznać że badania idą coraz sprawniej, choć po południu widać już pewne fizyczne odznaki kryzysu- nigdy dotąd nie pracowali tak intensywnie- Afryka ma inny rytm. A stos książeczek zdrowia pacjentów w poczekalni wciąż wysoki. Dyskretną pomoc zastępuje tak zwane „zarządzanie przez szwędanie” i pilna obserwacja i korekta błędów. Za dwa dni zaplanowane małe resume dla całej grupy poparte zdjęciami, uwagami i obserwacją ich podczas pracy. To ważna lekcja dla całej grupy.
Kolejne dni to już codzienna intensywna praca z pacjentami- badania, badania. Omówienie każdego przypadku, korekty (z każdym dniem coraz mniejsze). Potem praca samodzielna, pod dyskretnym nadzorem. Podsumowanie i omówienie. Personel pojętny, radzi sobie bardzo dobrze. Sprzęt opanowany, jeszcze jedna powtórka teoretyczna, tym razem podparta omówieniem przypadków pacjentów. Ostatnie ustalenia i przekazanie sprzętu. Dla placówki w Abong Mbang dwa audiometry Madsen i zapasowe słuchawki kostna i powietrzne oraz nowy niemiecki otoskop Luxamed. Z uwagi na ilość personelu, wymienność elementów sprzętu na wypadek awarii oraz umiejętność obsługi przekazano dwa takie same urządzenia. Dla dwu osób z Bertoua audiometr Maico z systemem głośników do badań pacjentów z aparatami słuchowymi w polu swobodnym ( wiele dzieci w tej placówce jest użytkownikami aparatów dzięki poprzednim misjom) oraz otoskop Luxamed. Ogromna praca w relatywnie krótkim czasie została wykonana. Dwie placówki w Kamerunie dysponują sprzętem i personelem przygotowanym do podstawowych badań słuchu u starszych dzieci i dorosłych.