Internista na Madagaskarze – Madagaskar (20.06.2026-10.07.2026)

Relacja lekarza Wojciecha Szajka, który wyjechał na misję medyczną do Befasy na Madagaskarze.

Każdego dnia w przychodni im. dr Wandy Błeńskiej przyjmowaliśmy pacjentów. Z dnia na dzień przychodziło ich coraz więcej. Wieść rozchodzi się szybko — trafiają do nas nie tylko mieszkańcy Befasy, ale też osoby z innych, oddalonych wiosek.

To, co bardzo mnie cieszy, to coraz większy udział i zaangażowanie lokalnego personelu w codziennej pracy. Nie jest potrzebne osobne szkolenie obok przyjmowania pacjentów. To dzieje się naturalnie, w trakcie konsultacji, przy badaniu, korzystaniu ze sprzętu, podejmowaniu decyzji i rozmowie z pacjentem. Stopniowo staram się oddawać im więcej inicjatywy, tak żeby to, co zostało przekazane przez Fundację, nie było tylko pomocą „na czas misji”, ale realnie
zostało tutaj w dobrych rękach. Jestem przekonany, że tak właśnie będzie, kiedy stąd wyjadę.

W takich warunkach nawet proste narzędzia robią różnicę, pomagając lepiej ocenić stan pacjenta i podjąć bardziej świadomą decyzję. Nie rozwiązują wszystkiego, ale dają trochę więcej pewności tam, gdzie często trzeba działać przy bardzo ograniczonych możliwościach.

Do przychodni przychodzą osoby z malarią, infekcjami i doraźnymi problemami, ale też pacjenci z chorobami, które nie były leczone od kilkunastu albo kilkudziesięciu lat. Najbardziej zostają ze mną właśnie te historie, w których nie da się pomóc tak, jak by się chciało. Czasem można jedynie wskazać, że potrzebna jest pilna wizyta w szpitalu. Czasem trzeba podjąć decyzję bez zaplecza diagnostycznego i szpitalnego. To chyba jedno z największych wyzwań
tej pracy. Brakuje też niektórych leków, więc są choroby, których na miejscu po prostu nie da się leczyć tak, jak należy.

W tym miejscu często towarzyszy mi poczucie obcości. Choć każdego dnia spotykam się z wielką serdecznością, życzliwością i
uśmiechem, jestem przecież w środku innej kultury, innej społeczności, zupełnie innych warunków życia. Łatwo wtedy
stwierdzić, że to „inny świat”. To jednak część tego samego świata, w którym wszyscy żyjemy. Nazywanie go „innym” może tworzyć wygodny psychiczny dystans, ale nie zmienia faktu, że te nierówności istnieją naprawdę, będąc udziałem każdego człowieka. Dlatego jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy nie odwracają wzroku od tych nierówności i czują, że jesteśmy za ten świat w jakiś sposób współodpowiedzialni. Dzięki wsparciu ta pomoc nie jest tylko myślą czy dobrym życzeniem, ale staje się czymś konkretnym, co naprawdę dociera do ludzi tutaj.

Zostało przyjętych ok. 150 pacjentów, bywały dni, że było ich 20 dziennie a bywały też dni, że były 3 osoby np. w niedzielę kiedy przychodnia jest standardowo zamknięta.

Pobyt w Befasy to lekcja pokory, otwartości i zaufania. To także ogromna odpowiedzialność — wiedzieć, że pacjent wybiera właśnie ciebie jako osobę, której powierza swoje życie, zdrowie i często bardzo intymne, trudne sytuacje życiowe. Choroba to nie tylko objaw, zmiana na skórze, gorączka czy ból. To także strach, niepewność i cała historia człowieka, który przychodzi po pomoc. Lekarz stoi po stronie pacjenta. Tutaj czuć to szczególnie mocno.