Jak wyglądają misje medyczne w czasie pandemii?

Oczy Afryki - Tanzania

O tym, że przylecimy do Tanzanii wiadomo było od dłuższego czasu, czekaliśmy tylko na właściwy moment. 29 maja w Polsce otwarto restauracje i siłownie, a my rozpoczęliśmy naszą mającą trwać trzy doby drogę na koniec świata do małej miejscowości Maganzo nieopodal szczytu Kilimandżaro w Tanzanii.

            Trudy podróży to cena jaką zawsze trzeba zapłacić. A w czasach pandemii wszystko jest jeszcze o wiele bardziej skomplikowane. Choć każdy z nas jest zaszczepiony, musimy przed wylotem wykonać jeszcze testy w Polsce, a kolejne po przylocie do Tanzanii. Z tego powodu nasza podróż na miejsce trwa ponad trzy doby. Trzema samolotami, samochodem, promem i znowu samochodem, ale cali i zdrowi docieramy na miejsce. Jest późny wieczór, siostry Elżbietanki zastawiły już dla nas stół, ale pada pytanie czy chcemy zobaczyć szpital. Oczywiście, że chcemy. Wędrujemy z latarkami po szpitalnych budynkach i poszukujemy odpowiednich sal na stworzenie gabinetu okulistycznego. Znajdujemy gabinet dentystyczny i lekarze decydują, że za stół operacyjny posłuży unit stomatologiczny. To nie pierwsza nasza taka wyprawa, więc możemy śmiało uznać, że i tak dokonał się duży postęp. Przed dwoma laty w Kamerunie operowani pacjenci leżeli na łóżku porodowym, a rok temu na łóżku do masażu. Czasem bywało, że operujący zaćmę doktor Szymaniak siedział na stołku kuchennym i kilku książkach. To tutaj powstanie profesjonalny gabinet okulistyczny. Jest tu już trochę sprzętu i okularów przysłanych wcześniej kontenerem przez Fundację „Redemptoris Missio”, resztę przywieźliśmy w naszych 13 walizkach.

Wczesnym rankiem modlitwa wraz z całym zespołem szpitala i kilka słów przywitania. Potem rozpakowywanie bagaży z lekami i mikroskopem. Na szczęście wszystko dotarło.

Jeszcze zanim rozpoczynamy pracę w przychodni przychodzi siostra Wiktoria z płaczącym dzieckiem na rękach. Malutka zaledwie roczna dziewczynka z gałkami ocznymi, które nie mieszczą się pod powiekami. Siostra z nadzieją w głosie pyta czy jest na to lekarstwo. Łzy same cisną się do oczu. Nasz pierwszy dzień pracy to 1 czerwca – Międzynarodowy Dzień Dziecka… W bogatych krajach i szczęśliwych rodzinach dzieci dostają prezenty i wspólnie z rodzicami celebrują swoje święto… My jednak znajdujemy się na odległym od dostatniej Europy kontynencie, jesteśmy w samym sercu Afryki i nic dobitniej niż widok tego cierpiącego dziecka nie jest nam w stanie tego uzmysłowić.

Nie ma czasu na myślenie, rozpoczynają się badania. Towarzyszy nam miejscowy medyk. Gdy nasi lekarze wrócą już do kraju to on będzie się zajmował pacjentami.  Siostra Wiktoria opowiada nam, że w szpitalu był kiedyś miejscowy okulista, do dzisiaj nikt nie wie czy jego dyplom był prawdziwy, czy też go sobie kupił na którymś z tutejszych bazarów. Dość by powiedzieć, że okulary dobierał w ten sposób, że zakładał je pacjentom i kazał w nich spacerować wokół szpitala. Nie miał zbyt wielu sukcesów terapeutycznych i siostry musiały zrezygnować z jego usług.

Jak wyglądają misje medyczne w czasie pandemii?

Nauczeni doświadczeniem wiemy, że nie wszystkim będziemy w stanie pomóc. Wielu pacjentów dociera do okulistów za późno, wielu nie będziemy w stanie zbadać, czasem są to problemy nie okulistyczne, a neurologicze i tutaj już lekarze ze smutkiem rozkładają ręce.

Niektóry otrzymują okulary, inni leki, a jeszcze inni są kwalifikowani do operacji zaćmy. Dzień po niej odzyskują wzrok. Zwykle z takim pacjentem przychodzi ktoś z rodziny i zajmuje się nim podczas rekonwalescencji. Dba, aby chory miał co jeść i pić podczas pobytu w szpitalu. Więzy rodzinne są to niezwykle silne, posiadanie dzieci jest gwarancją bezpieczeństwa na stare lata.

Tutaj w Tanzanii oprócz tych smutnych chwil zdarzają się też momenty radości. Stella – mała albinoska ze zdjęcia czekała w kolejce do naszych lekarzy. Była smutna i zła. Nie dość, że wszyscy zwracali na nią uwagę, to jeszcze piekła i swędziała ją skóra. Czekała już długo, popłakiwała i było widać, że ma wszystkiego serdecznie dość. Nagle w poczekalni pojawiły się dziewczęta z pobliskiej szkoły. Te rozbawione nastolatki wniosły tyle radości, że wszyscy pacjenci zaczęli się uśmiechać. Wkrótce Stella siedziała już u każdej z nich na kolanach i śmiała się do łez. Bo Afryka to nie tylko choroby, bieda i smutek. Afryka to też radość, ale w misyjnych szpitalach nie zdarza się ona zbyt często.

Jak wyglądają misje medyczne w czasie pandemii?

Jeden dzień lekarze przeznaczają na badanie albinosów. To dzieci szczególnie narażone na wady wzroku, kiedy przychodzi do dobierania okularów moce szkieł sięgają do -8. Stella musiała zaniechać chodzenia do przedszkola, bo nic nie widziała i nie była w stanie bawić się z innymi dziećmi, ciągłe urazy narażały ją na wielkie cierpienie. Miejscowi wierzą, że albinosi są nieśmiertelni. Dlatego części ich ciała na czarnym rynku osiągają niebotyczne ceny. Całkiem niedawno zabito w pobliżu dwuletnie dziecko tylko dlatego, że jego skóra nie wytwarzała barwnika i każda część jego ciała mogła przynieść komuś szczęście. Trudno nam się z tym pogodzić, robimy tyle ile możemy, dobieramy okulary, szkolimy. Ten aspekt naszej pracy jest najważniejszy, bo kiedy lekarze z „Redemptoris Missio” wrócą już do domu, wiedza, którą się podzielili zostanie w Afryce na długie lata.

Wiosną tego roku do Republiki Środkowoafrykańskiej wyjechały dwie wolontariuszki Fundacji Sara Suchowiak i Izabela Cywa. Obie wyjechały w ramach projektu „Bezpieczna Mama”. Szkoliły tam miejscowy personel medyczny. Uczyły diagnozowania zagrożonych ciąż i przyjmowania porodów powikłanych. Trudno to sobie wręcz wyobrazić, że uczestniczyli w nich pielęgniarze, którzy przyjmują porody od 20 lat, a nigdy nie odbyli żadnego szkolenia, wiedzę, którą mieli posiadali od swoich poprzedników. Głównia położna Republiki Środkowoafrykańskiej nigdy nie widziała detektora tętna płodu, sprzętu, który w Europie kosztuje 20 euro. Nasi lekarze przeprowadzali też szkolenia kardiologiczne w Tanzanii i Kamerunie. Uruchomiliśmy szereg gabinetów stomatologicznych i sal operacyjnych w misyjnych szpitalach. Przed miesiącem otwieraliśmy skrzydło szpitala w Tanzanii wybudowane ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Mieścił się w nim gabinet stomatologiczny, okulistyczny, a przede wszystkim jedyny w promieniu 200 km gabinet rentgenowski.

To co robimy się sprawdza i ma głęboki sens. Doszkalanie personelu medycznego przez specjalistów, sprzęt medyczny dla istniejących ośrodków zdrowia, budowanie szpitali i przychodni. Pisząc o tym jak ważna jest pomoc na miejscu mam w pamięci podziękowania pacjentów sprzed kilku tygodni. Tych, którzy nigdy dotąd nie mieli kontaktu z okulistą. Pacjentów, którzy przestawali widzieć z powodu zaćmy i byli przekonani, że tak już będzie zawsze.

Kiedy zaczynali znowu widzieć, nie mogli wręcz uwierzyć, że tak się właśnie dzieje. Fundacja „Redemptoris Missio” niesie pomoc od blisko 30 lat i będziemy to robić nadal, bo wiemy jak bardzo ta pomoc na miejscu jest potrzebna i jak głęboki sens ma nasza praca.

Justyna Janiec-Palczewska

Prezes Fundacji